Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 225 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Niech żyje bal :-)

poniedziałek, 31 stycznia 2011 18:56

Wiktorek to chłopak „ do tańca i do różańca ’’ :)

Ma liczne pasje i zainteresowania, które nieustannie rozwija, a także swoje

wartości, których się trzyma i które, mimo wielu słabości, pozwalają mu egzystować .

Staramy się nic nie narzucać, ani też nie ograniczać, cieszymy się, że Wiciu

ma charakter i „ wie, czego chce’’.

Codziennie wieczorem, punktualnie o godz. 21 przełącza telewizor na kanał Trwam

i w skupieniu  ogląda Apel Jasnogórski. I choć chwilę wcześniej ekscytuje się

ciekawym programem na Discovery czy National Geographic, nie odpuści modlitwy...

W każdą niedzielę planuje, do jakiego pojedzie kościółka, a wybór nie jest przypadkowy :)

Wiciu pamięta najmniejsze szczegóły : jak ubrany był ksiądz, jakie obrazy wisiały w poszczególnych częściach kościoła, jakie pieśni, czy kolędy śpiewał, a nawet o czym było

kazanie, czym często nas zawstydza, bo zdarza się, że jesteśmy rozkojarzeni, pogrążeni

we własnych myślach i pewne rzeczy umykają... :)

Wiktorek, w przeciwieństwie do swojego brata, mógłby spędzać w kościele długie godziny,

nie miałby też nic przeciwko temu, żeby codziennie uczestniczyć we mszy :)

Nasz świętoszek ostatnio  kolejny raz nas zaskoczył...

Już od dawna wiedzieliśmy, że zaplanowany jest w szkole bal karnawałowy.

Wiciu nie brał jeszcze udziału w takiej imprezie. Zastanawialiśmy się, czy będzie się komfortowo czuł, czy nie będzie skrępowany, pozostała też sprawa  ,,przebrania” , a i sam

Wiktorek początkowo nie przejawiał entuzjazmu.

Z chwilą, kiedy wszystkie wątpliwości co do stroju, w który miał się Wiciu przyodziać minęły,

pojawiła się radość,  błysk w oku i zapowiedź fajnej przygody...

Nasza  rehabilitantka, pani Beatka pożyczyła biały fartuch i przyniosła plakietkę,

na której umieściliśmy napis : „ Doktor Wiktor Bajer. Radiolog”. Od tego momentu

uśmiech nie znikał z buźki naszego synka . Dwie poprzedzające,  nieprzespane nocki w ogóle nas nie zdziwiły, choć dały się we znaki  całej naszej rodzinie.

W piątek Wiktorek z przejęciem pakował torbę z medykamentami.

Ssak i worek ambu, to sprzęty, z którymi się nigdy nie rozstajemy, do tego stetoskop, rękawiczki, maseczka... a ilość przydatnych

do diagnostyki   i leczenia rzeczy

rosła w zastraszającym tempie ... :)

Po  dłuższych pertraktacjach

udało nam się poskromić wyobraźnię Wicia i część sprzętu została w domu :)

Niestety, z powodu kontuzji, jestem chwilowo „wyłączona z życia ” i nie mogłam uczestniczyć w  ważnym dla Wiktorka wydarzeniu...

Tata jednak świetnie sobie poradził, a dzięki kuzynce Tosi, która pojechała

z chłopakami do szkoły, mogłam zobaczyć

zdjęcia, filmiki i poczuć atmosferę  balu .

Wiciu wrócił zachwycony...

Wyluzował się, szalał na wózku i nawet opanował kilka układów choreograficznych,

które zaproponowały panie prowadzące imprezę.

Szczerze mówiąc dawno nie widziałam, żeby Wiciu tak wysoko podnosił ręce,

na ćwiczeniach sprawia mu to wiele problemów :)

Wiktorek zasmakował w dobrej zabawie i cały czas dopytuje , kiedy będzie kolejna

okazja do tańców ...

Rośnie nam „ imprezowicz ” :-)

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Pechowy początek roku.

sobota, 15 stycznia 2011 10:50

 

Nowy  rok rozpoczął się dla nas niepomyślnie, a właściwie patrząc 

z  perspektywy minionego tygodnia i wyglądając w przyszłość,

tragicznie. 

Piątego stycznia, pod wieczór  poszłam do pobliskiego sklepu

uzupełnić zakupy . 

Chciałam szybko wrócić, pobawić się z chłopakami,

w perspektywie był świąteczny dzień spędzony  z rodziną,

życie napisało jednak inny scenariusz…

W drodze powrotnej poślizgnęłam się na oblodzonej górce,

usłyszałam  trzask łamiącej się kości i po upadku zobaczyłam

nienaturalnie wykręconą stopę. W pierwszej chwili nie dowierzałam.

Pomyślałam, że to zły sen,

przecież nie mogło mi się to przytrafić,  jest chory WIKTOREK,

który mnie potrzebuje, niestety…

Jakiś miły pan zadzwonił  na pogotowie i wszystko potoczyło się

błyskawicznie.

Karetka, izba przyjęć i zdjęcie rtg ujawniające  kość piszczelową

wystawioną poza panewkę oraz skomplikowane   złamanie stawu skokowego ( kości strzałkowej i kilku innych kostek z

przemieszczeniem ). 

Dyżurujący lekarz  w znieczuleniu  poskładał nogę  i przyjął mnie

do szpitala.

Pięć dni oczekiwania na operację wydawało mi się wiecznością.

 Martwiłam się, jak chłopaki poradzą sobie w domu, jak będzie

wyglądało nasze życie…

Na szczęście Tata jak zwykle stanął na wysokości zadania, szybko

ogarnął całą sytuację i zorganizował opiekę dla dzieci .

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie pomoc i wsparcie Rodziny,

na którą zawsze możemy liczyć.  

Dzień operacji okazał się przełomowy, przybliżał mnie do wyjścia

do domu,do Wiktorka i Mikołajka, za którymi  strasznie się stęskniłam.

Zetknięcie się ze szpitalną rzeczywistością,

dwie blaszki i sześć śrub w stawie skokowym, traumatyczna pierwsza doba po zabiegu, nieznane dotąd oblicze bólu…

Nic nie było w stanie zakłócić  radości i podekscytowania z faktu,

że niedługo będziemy razem.

Jestem szczęściarą :-)

Mam w domu najlepszą opiekę na świecie i osobistego  lekarza

o szerokiej specjalizacji :)

Doktorek Wiktorek bez przerwy mnie bada.

Osłuchuje, mierzy saturację i ciśnienie tętnicze, ogląda zdjęcia rtg,

opatruje rany, a  nawet z małą pomocą Taty robi  zastrzyki

przeciwzakrzepowe… :)

Wiciu oznajmił nam, że w przyszłości będzie lekarzem – radiologiem.

W wolnych chwilach ogląda w internecie aparaty rentgenowskie,

powstała już nawet wierna kopia z klocków Lego :)

Nie wiemy, co przyniesie przyszłość…

Leczenia nie da się przyspieszyć, nie wiadomo też, czy noga będzie

w pełni sprawna, a Wiktorek wymaga stałej, troskliwej  opieki

i intensywnej rehabilitacji.

Dziś mieliśmy jechać na turnus rehabilitacyjny do Wągrowca…

Niestety , po raz kolejny termin wyjazdu  został przełożony, tym

razem na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Zrobimy jednak wszystko, by Wiciu miał zwiększoną

ilość ćwiczeń w domu.

Oby tylko pech nas opuścił…


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Noworoczna niespodzianka

środa, 05 stycznia 2011 0:32

Święta Bożego Narodzenia ,

na które tak długo czekaliśmy ,okazały się bardzo udane.

Spędziliśmy je w dobrym zdrowiu, w świetnych nastrojach,

w rodzinnym gronie, w Poznaniu i w Bydgoszczy,

 w komplecie ...

Listy pisane przez chłopaków do Gwiazdora ( zarówno te własnoręczne,

jak i wysyłane w ostatniej chwili mailem ) cudem dotarły do adresata :)

tak więc wzbogaciliśmy się o zabawkową myjnię samochodową

(marzenie Wicia ), o klocki Lego  ( marzenie Mikołajka )

zegary na ścianę w ulubionych motywach chłopaków

i o atrakcyjne gry planszowe,

które wspólnie rozpracowaliśmy w wolnych świątecznych dniach.

Nowy Rok powitaliśmy w domu

i chyba był to strzał w dziesiątkę :)

Pierwszego stycznia ok. piątej rano zaalarmował respirator.

Byliśmy pewni, że Wiciu swoim zwyczajem odłączył rurę respiratora i tym samym

uruchomił alarm, by  zasygnalizować potrzebę odessania zalegającej wydzieliny,

 lub obrócenia na drugi bok..

Okazało się, że Wiktorek odłączył się od sprzętu, bo ten...przestał działać...

Wszelkie próby wyłączania i resetowania nie przyniosły efektu,

Respirator przestał dozować powietrze, wydawał dziwne dźwięki

 i w nowym roku zdecydowanie odmówił współpracy.

Wiktorek trochę się przejął i zdenerwował...

Na szczęście Wiciu  wytrzymuje jakiś czas na własnym oddechu,  w pogotowiu

czekał worek ambu, dlatego mogliśmy zadziałać, choć trzeba przyznać,

że wczesna pora, a przede wszystkim pierwszy dzień roku , to nie najlepszy czas

na tego typu interwencje.

Byliśmy mile zaskoczeni, kiedy po dwóch telefonach i zaledwie trzech godzinach

pan z serwisu dostarczył nam nowy respirator, ogromna ulga...

Serdecznie dziękujemy Agencji Medycznej Help za tak szybką reakcję i za pomoc !

 

Wróciliśmy już do rzeczywistości, zaczęła się szkoła, rehabilitacja, obowiązki,

a Wiciu nadal sięga po cymbałki i z rozrzewnieniem wygrywa kolędy...

Czas już na nowe wyzwania :)

 

 

Szkolny debiut Wiktorka


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 22 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  73 937  

O mnie

♥Gdy czasem smutek serce uciska
i beznadzieję wdycham z powietrzem,
gdy z sił opadam i już nie wierzę,
że coś się może zmienić na lepsze.

Gdy łza ukradkiem mi się wymyka
i nic dobrego to nie oznacza,
wtedy podsuwa mi ktoś chusteczkę
i ciepłym deszczem słów mnie otacza.

I nie zadaje zbyt wielu pytań,
tylko trwa ze mną w moim cierpieniu,
aż się wypłaczę, a potem wesprę
na jego mocnym jak dąb ramieniu.

Ktoś, kto nie mówi, że jest mu przykro,
tylko współczuje mi już od progu,
spiesząc z pomocą uważnie słucha,
aby mnie potem polecić Bogu.

Więc kiedy plecak zmartwień zbyt ciężki,
wtedy rozglądam się dookoła,
a może po to właśnie dziś cierpię,
by znów w człowieku spotkać anioła?♥

O moim bloogu

Podaruj kropelkę nadziei Tym, którzy na nią czekają Spraw, by przez łzy się uśmiechneli Ci, którzy nic juz nie mają. Wtedy i Ty sie uśmiechniesz przez łzy, Lecz ze wzruszenia Jak miło pomyśl...

więcej...

Podaruj kropelkę nadziei Tym, którzy na nią czekają Spraw, by przez łzy się uśmiechneli Ci, którzy nic juz nie mają. Wtedy i Ty sie uśmiechniesz przez łzy, Lecz ze wzruszenia Jak miło pomyśleć, że właśnie Ty Pomogłeś spełnić czyjeś marzenia Kochać to porzucić siebie, By iść ku innym. Kochać to dawać zawsze nadzieję w tym świecie dziwnym..... 

schowaj...

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl